Dylematy 2009-03-24 21:30:58

Czasami nie wiem jaką podjąć decyzję, gdzie pójść dalej.. w takich chwilach chciałabym jak liść na wietrze dać się ponieść tam gdzie pokieruje mną przeznaczenie. Czasami jednak niestety tak się nie da, bo w końcu nasza bierność to też swego rodzaju podjęcie jakiejś decyzji…Okazuje się, że cokolwiek byśmy nie zrobili to jest to nasz wybór którego konsekwencją jest nasza lepsza bądź gorsza przyszłość.. 

Zawsze byłam pewną swoich decyzji osobą, twardo stąpającą po ziemi i wiedzącą czego chce od życia. Wręcz byłam oburzona jak słyszałam, że ktoś nie potrafi podjąć w moim przekonaniu „prostej” decyzji. Pamiętam jak szykowałam się z dziewczynami na studniówkę i dobijało mnie ciągłe ich zmienianie decyzji co do wygładu wymarzonej sukienki.. ”jak to – myślałam zirytowana – przecież wymarzona sukienka jest tylko jedna..”. To samo było z chłopcami.. gdy ja miesiącami marzyłam o tym „jedynym i najwspanialszym” one potrafiły zmieniać swoje zdania na ten temat z dnia na dzień.. co mnie baaardzo dziwiło, gdyż ja zawsze wiedziałam gdzie, kiedy, z kim i co chcę robić, a tu nagle tyle dylematów i niezdecydowania w moim sercu. Nie wiem do jakie szkoły mam iść, gdzie składać CV w poszukiwaniu pracy, nie wiem gdzie chciałabym mieszkać i z kim… zupełnie wszystko się pokręciło i jak kiedyś potrafiłam nadać każdej rzeczy kolor tak teraz już nie ma czarnobiałego świata, tylko cała paleta szarych barw zlana w jedna wielką kałużę z której nie mogę się wydostać na moją wysepkę spokoju, na której znowu będę pewna swojego TAK i NIE…
ps Dziś jest wtorek ( To tak dla wtajemniczonych :) 

skomentuj (1)

Energia słoneczna 2009-03-21 17:34:01

Kocham te dni kiedy słonko grzeje całe moje ciało, a ciepły wiaterek bawi się moimi długimi włosami. Jeszcze bardziej doceniam te chwile gdy przez ostatnie 6 miesięcy widziałam tylko pochmurne niebo, a moje ciało było przytulane zimnymi powiewami wiatru. Gdy nadchodzi wiosna.. czuję, że żyję, a problemy i troski jakoś tak zmniejszają swoje rozmiary :)

Dziś rano wstałam z 1000 pomysłów w głowie, nie zastanawiałam się jak to zrobię i ile czeka mnie przeszkód przed zrealizowaniem tych celów.. w mojej głowie siedziała tylko jedna myśl – „zrobię to” :) Czy jest ktoś kto nie zgodzi się ze mną, że słońce daje nam niewyobrażalną moc i energię… do życia? Wszyscy wiemy iż energia słoneczna jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmów żywych gdyż dzięki energii słonecznej zachodzi główny proces biologiczny, jakim jest fotosynteza. Słońce również, dostarcza organizmom ciepła i światła. Nikt jednak nie  wspomina często, jak ważne to słoneczko jest dla naszego dobrego samopoczucia. Ja dziś jestem tego idealnym dowodem :) Lecę korzystać z niego bo niedługo zajdzie.. wam radzę to samo :)

PS Gdybym miała wybrać kraj w którym mogę zamieszkać, byłaby to Brazylia, tam na brak energii słonecznej i życiowej.. nie można narzekać :)    

skomentuj (1)

Walentynki ? 2009-02-13 14:01:31

Gdy byłam nastolatką, zawsze przed walentynkami czułam delikatne mrowienie w żołądku, głowę miałam pełną pomysłów, a serce pełne wiary i nadziei.. Z biegiem czasu i doświadczeń dzień ten przybierał inną, bardziej zwyczajną postać, a mrowienie malało.. W głowie natomiast pojawiało mi się pytanie „ Czy jest ktoś godny tego święta ?”

Patrząc w przeszłość widzę siebie i „tego jedynego”, który za rok ustępował miejsca komuś bardziej „odpowiedniemu”.. a w kolejnych latach okazywało się, że to jednak ktoś inny jest tym „jedynym”.. i tak do dziś.. Czy to znaczy, że żadnego z tych panów nie kochałam, a to co mówiłam, słyszałam i czytałam to tylko stek pięknie dobranych do siebie bzdur, by dwoje wcale nie bliskich sobie ludzi mogło poczuć się wyjątkowo i bezpiecznie?

Eh, tak chciałabym już spędzać ten dzień z kimś kto za rok nie okaże się tylko przeszłością..

Jutro Walentynki, zobaczymy co przyniesie ten kolejny dzień…

skomentuj (2)

Podsumowanie 2009-02-08 11:55:57

Dziś wróciłam z Poznania. Troszkę jestem zmęczona cała podróżą w autobusie bez światła i ogrzewania, natomiast z funkcją masarzu na całe ciało gratis ( siedziałam centralnie nad tylnim kołem autobusu:/ ). Nie mogę się jednak oprzeć pokusie by nie napisać wam paru słów na temat moich wrażeń.

Cały wyjazd choć nie tak szalony jak planowałyśmy z Paulinką i tak był bardzo miły…

W sobotę od rana pełne energii poszłyśmy na lodowisko, na którym nie pojeździłam sobie za długo gdyż łyżwy, które przytargałam aż z Włocławka były za duże i nie czułam się na nich stabilnie.. (radzę wam byście przymierzyli rzeczy które później będziecie wieźli 300 km by nie okazały się w konsekwencji „bezużyteczne”). Następnie wykończone lodowym szaleństwie, pojechałyśmy na smaczne „Pierś po Grecku” w wykonaniu Darka, po których nie miałyśmy z Palinką na nic innego ochoty jak na pogaduszki pod kocykiem i sen :)

W niedzielę od rana byłyśmy przejęte „sesją zdjęciową” jaka miała miejsce w ruinach kasyna kilkanaście km za Poznaniem. Ja, osoba która wbrew pozorom jest bardzo zakompleksiona i niepewna siebie miałam stanąć przed obiektywem i robić wszystko by ta niepewność nie była widoczna na zdjęciach. Inaczej to wszystko wygląda gdy fotki robi Ci ktoś bliski, dobrze Ci znany i zaufany.. Tu miałam pokazać jakąś cząstkę intymności, osobom które widziałam pierwszy raz na oczy.. I powiem szczerze, że mimo dużych starań Jarka i Maćka, ciężko mi było się przełamać.. by ułatwić im robienie fotek. Podziwiam te wszystkie osoby, które bez krępacji potrafią dać zrobić sobie piękną fotkę. Ja chyba nie nadaję się do tego J ale nie żałuję, że spróbowałam… zawsze jest to kolejny miły dzień do wspominania J.

W poniedziałek było zakupowe szaleństwo w IKEI, dzięki czemu dorobiłam się w końcu: antyramy, świec, poduszek, drewnianego ludzika i lusterka.

Zmykam spać bo padnięta jestem, dobranoc J

skomentuj (3)

Relacja damsko-damska ;) 2009-02-07 22:43:30

Dzisiejszego wieczoru miałam ogromny spadek hormonu szczęścia i ciągle tylko wzdychałam z bezradności nie mogąc w pełni wyrazić swoich frustracji i niepokoju jaki krążył w mojej głowie… Paulinka chyba też nie była w najlepszej formie.. To miał być wieczór pełen szaleństwa i „rozpusty”, miałyśmy tańczyć na parkiecie do białego rana i upajać się świadomością, że świat należy do nas.. w efekcie, „szalony” wieczór skończył się obrazem dwóch młodych kobiet siedzących przy herbacie pod kocykiem, próbujących zrozumieć to co dał im los… Siedziałyśmy, więc tak kilka godzin próbując ogarnąć cały ten chaos i mimo że nie znalazłyśmy złotego środka, powiem wam, że lepiej nie mogłam spędzić tego wieczoru. Bardzo lubię te „nasze” szczere rozmowy. Przy Paulince jak również przy paru innych bliskich mi kobietach mogę się otworzyć, a jednocześnie nie obawiam się, że moje problemy i niepokoje zostaną zbagatelizowane, wyśmiane bądź przekazane innym. Bardzo często słyszę z ust Paulinki: „Wiem co czujesz Kasia… przez to samo przechodziłam….”. Nasze doświadczenia bardzo nas łączą. To nie jest ten typ relacji damsko-damskiej gdzie dwie kobiety spotykają się by obgadywać trzecią.. to jest coś bardziej dojrzałego i głębszego. Czasami, żałuję, że nie możemy mieszkać w tym samym mieście bo nie zawsze mamy możliwość widzenia się, a rozmowy na gg sami pewnie przyznacie, że nawet w połowie nie oddają tego co chcielibyśmy przekazać drugiej osobie. Prawda jest jednak taka, że w naszych stosunkach nie liczy się ilość spotkań lecz ich jakość. Każda z nas ma swoje indywidualne życie, swoje obowiązki i problemy i czasami potrafimy tygodniami milczeć z powodu np. braku czasu … lecz nadchodzi taki moment gdy spotykamy się … i wtedy wszystko jest na 100%: wygłupy czy poważniejsze rozmowy, wszystko jest szczere i pełne chęci. To jednak wcale nie oznacza, że jesteśmy do siebie podobne, ośmieliłabym się stwierdzić, że jesteśmy zupełnie inne, mamy inne potrzeby i marzenia. Często musimy iść na wiele kompromisów, bądź umieć przyznać swój błąd (co nie jest łatwe), by utrzymać to co stworzyłyśmy. Gdzieś tam jednak odnajdujemy się w tej inności drugiej osoby i bynajmniej z mojego punktu widzenia kibicujemy jej żwawo, by osiągnęła swoje wymarzone szczyty choć często zupełnie niezrozumiałe dla nas :) Bardzo cenie sobie te kobiety i nie chcę nimi zastąpić swojej rodziny, chłopaka czy „Futrzaka”, który da mi odp na każde nurtujące mnie pytanie ;P, one mają swoją odrębną i bardzo istotna rolę w moim życiu, której nikt nigdy by lepiej nie „zagrał”.

skomentuj (2)

Podróż po pociągu Włocławek-Poznań 2009-02-06 01:54:06

Dziś od rana żyłam tylko myślą, że jadę do Paulinki :) I mimo przeokropnego bólu głowy, pełna nadziei, po pracy dokończyłam pakowanie walizki i wyruszyłam w kierunku Poznania :). Droga Włocławek-Toruń minęła mi bardzo miło w towarzystwie starszej Pani, której jedyną wadą był fakt, że jechała do Bydgoszczy co nie było po drodze do Poznania…zaczęło mnie to bardzo niepokoić, a gdy usłyszałyśmy w Toruniu iż tylnie wagony są odczepiane i przekierowywane do Poznania, a reszta jedzie do Bydgoszczy… zaczęłyśmy się zastanawiać, która z nas ma to szczęście i siedzi w odpowiednim wagonie. Ja z racji młodszego wieku poszłam się dowiadywać o wszystko. Okazało się bardzo szybko, że to ja wsiadłam do złego wagonu, więc ile sił w nogach pobiegłam po swoje walizki, pożegnałam się z miłą staruszką i w ostatniej chwili, zmęczona, z zepsutą walizką w dłoni ( walizka była nowo kupiona, ale tak to jest jak płaci się za „niezniszczalną” walizkę 30 zł) wpadłam do odpowiedniego wagonu. Było tam bardzo dziwnie… mroczno, zimno i śmierdziało piwem. Na szczęście po minucie do mojego przedziału dosiadła się sympatycznie wyglądająca dziewczyna, która od razu rozpoczęła ze mną bardzo otwartą konwersację. Tak miło nam się rozmawiało, że zapomniałam iż siedzę w ciemności, która tylko co jakiś czas jest przerywana blaskiem latarniami stojącymi przy torach. Nagle do naszego przedziału weszła osoba i męski głos oznajmił nam wesoło: „ jeśli macie zamiar siedzieć w tym zimnie i smrodzie to ok. ale jeśli nie to następny wagon ma ogrzewanie, a nawet światło :D”. Długo nie musiał nas przekonywać, żwawo wzięłyśmy swoje rzeczy i przeniosłyśmy się „do lepszego świata” :). Tam dokończyłyśmy swoja ciekawą rozmowę w bardziej komfortowych warunkach. Powiem Wam szczerze, że mimo tego iż nawet nie znałam imienia mojej współ-podróżniczki czułam się tak jak byśmy wiedziały o sobie wszystko, a do tego bardzo lubiły to „wszystko”. Po godzinie ciekawej konwersacji Pani konduktor postanowiła rozprostować nam kości, mówiąc „Panienki mają bilet na 2 klasę, a siedzą w 1 i trzeba to bardzo szybko zmienić….” Trochę już podirytowane przeniosłyśmy się do czwartego w tej podróży wagonu… Tam jednak już siedziałyśmy, aż do dworca głównego w Poznaniu…

Nie wiem jak wam, ale mi ciągle  zdarzają się takie przygody… jak bym nie mogła jak większość ludzi zwyczajnie na dworcu we Włocławku wsiąść do odpowiedniego przedziału… hyyyy ale z drugiej strony, gdyby tak było to co ja bym wtedy napisała na tym blogu… „Dziś jechałam do Paulinki do Poznania, podróż minęła mi miło spokojnie…” Nieeeeeeeeeeee to nie po mojemu… :) To był kolejny ciekawy dzień za który bardzo jestem wdzięczna :)
Ps. A pamiętacie wierszyk o Lokomotywie Juliana Tuwina? Mi często jak pocią rusza, do głowy wskakuje ta rymowanka :)

LOKOMOTYWA

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch — jak gorąco!
Uch — jak gorąco!
Puff — jak gorąco!
Uff — jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy,
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata — o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym — same tuczone świnie,
W dziesiątym — kufry, paki i skrzynie.

A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.
Nagle — gwizd!
Nagle — świst!
Para — buch!
Koła — w ruch!
Najpierw — powoli — jak żółw — ociężale,
Ruszyła — maszyna — po szynach — ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to.
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha,
Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...

skomentuj (4)

Największy prezent to…chęci :) 2009-02-03 14:18:24

            Już nigdy nie zwątpię w męską pomysłowość, a to dzięki pewnemu panu, który udowodnił mi, że gdy są chęci w serduszku to i 1000 fantastycznych pomysłów do główki wskakuje :) Mianowicie… wczorajszego mroźnego wieczoru gdy beztrosko siedziałam przed komputerem i popijałam ciepłą herbatę, myśląc, że nic zaskakującego nie może mi się przydarzyć.. nagle, usłyszałam ciepły męski głos: „Kasiu, w życiu każdego mężczyzny nadchodzi taki czas, kiedy to pragnie się ustatkować i poważnie pomyśleć o przyszłości….”. Ze zdumieniem patrzyłam na właściciela tej jakże wyjątkowej wypowiedzi, który następnie  wystawił dłoń z małym, czerwonym pudełeczkiem :o Wbiło mnie to w fotel, lecz po sekundzie, gdy ogarnęłam cała sytuacje zaczęłam się zastanawiać co znajduje się w tym małym pudełeczku, gustownie ozdobionym czerwoną kokardką http://img16.imageshack.us/my.php?image=obraz054.jpg. Do głowy wpadały mi różne pomysły, prócz tego, który wydawałby się najbardziej prawdopodobny… Przedmowa wskazywać mogła na coś poważnego, ale znam tego pana nie od dziś i wiedziałam, że za tym musi kryć się szczypta humoru.  Wyciągnęłam więc dłoń uśmiechając się nieśmiało :) Po czym bardzo wolno odkryłam wieczko pudełka… iiiiii…. i wybuchłam śmiechem. To co tam zobaczyłam nie tylko potwierdziło moją opinię o wysokim poczuciu humoru tego pana, ale i o jego spostrzegawczości na kobiece potrzeby.. na moje potrzeby :)  Pewnie zastanawiacie się co skrywało się  w tej małej niespodziance.. Nie będę więc Was trzymała w niepewności.. http://img102.imageshack.us/my.php?image=obraz056.jpg   :P:P:P Tak moi drodzy w tym pięknym pudełeczku znajdowały się baterie dokładnie PHILIPS-y LR03 AAA 1,5V. Zanim zaczniecie się zastanawiać po co mi te baterie, wyprzedzę wasze myśli i powiem, że przez 2 ostatnie tygodnie nie mogłam używać pilota od DVD z powodu braku baterii, co męczyło mnie okropnie, natomiast nie tak bardzo bym na drugi dzień pamiętała o ich kupnie…        
Uwielbiam takie niespodzianki.. kryje się za nimi bezinteresowność jak również wielka potrzeba podarowania drugiej osobie szczypty szczęścia. Takie rzeczy dają nam świadomość, że ktoś myśli o nas i odziewają zwyczajne chwile w wyjątkowość, a my czujemy się nieprzeciętnie…:) Bo przecież w robieniu prezentów nie chodzi o to by były drogie albo modne ale o to by były przystosowane do pragnień, potrzeb i marzeń obdarowywanej osoby :) Tu chodzi o radość obdarowywania, o wytwarzanie się dużej ilości serotoniny w organizmie gdy widzimy radosną twarz osoby która dostała od nas upominek. To bardzo miłe uczucie cieszyć się z uśmiechu osoby, której promienna twarz jest wynikiem naszych starań…
Ja pamiętam wiele takich prezentów które sprawiły, że czułam się wyjątkowo np. lalka Barbie, papierowy pierścionek, wiersz, pierścionek z patyka, miły sms, zegarek, wycieczka do Hiszpanii, drukarka,"różany" wieczór, skrzat, TV, naszyjnik, trampki, papierowy łabądek, skarpetki z palcami, bilet do teatru, pasek, Krecik (Krtek from you Nenko), książka z 1001 koktajli, kocyk, perfumy, termofor, sygnałek na dobranoc i wiele, wiele innych. Są to jakże różne prezenty od różnych osób, podarowane w różnych sytuacjach i etapach mojego życia. Mają one jednak dwie wspólne cechy: 1) Były dane bardzo szczerze, z myślą o mnie 2) Dały mi nie opisywalną radość... Mam nadzieję, że w każdym tym przypadku potrafiłam podziękować za te prezenty w taki sposób by osoba obdarowująca mnie poczuła tę radość i wdzięczność jaką czułam „po odkryciu wieczka, czerwonego pudełka”… Dziękuję :)

skomentuj (3)

Czas robi swoje. A Ty człowieku? 2009-02-01 15:09:58

Dziś wstałam rano z wielkim znakiem zapytania w głowie.. Prawdę mówiąc nie wiem gdzie powinnam wykonać kolejny ruch w mojej grze życia. Boję się kogokolwiek skrzywdzić, podjętą decyzją, a jednocześnie nie robiąc nic krzywdzę przy tym wszystkich dookoła.. Paraliżuje mnie strach gdy pomyśle by zamknąć pewne „drzwi”, przez co stoję prawą nogą na progu a lewą stawiam do przodu a zaraz później do tyłu wykonując bardzo niezgrabny taniec, który nikomu nie przypadł do gustu.. :( Gdyby to tylko o mnie chodziło to nie robiłabym na razie nic, przeczekałabym ten moment wahania obserwując przebieg wydarzeń… niestety, nie tylko o mnie tu chodzi, ale o ludzi których bardzo szanuję i nigdy w życiu nie chciałabym by stała im się krzywda, tym bardziej z mojej winy… Wiem jednocześnie, że w jakiś sposób oni „cierpią”, a powodem tego stanu jestem ja… eh czasami chciałabym nie mieć sumienia i nie widzieć tych oczu, które oczekują ode mnie tak niewiele i nie czuć się jak kat nie mogąc im nawet dać tej małej namiastki..

Ja zawsze byłam „egoistką”, czyli robiłam tak by być szczęśliwą ale dla mnie pełnią szczęścia jest też uśmiech moich bliskich no i tu mój „egoizm” się kończy… a zaczyna bardzo duże skupienie na drugiej osobie i teraz tak bardzo mi źle, że nie potrafię dać tego pełnego szczęścia wszystkim na, których mi zależy…:( Czuję się trochę jak hipokrytka, mówiąc „daj mi troszkę czasu” bądź „nie bierz tego do siebie” bo wiem, że gdybym ja była na miejscu tej drugiej osoby… wymagałabym tego samego co ona, a może i więcej... Zauważyłam jednak w przeciągu swojego życia, że nie warto podejmować pochopnych decyzji i trzeba zawsze dać trochę czasu sercu by przeprowadziło poważne konsultacje z rozumem … wtedy podjęte decyzje są najlepsze, dlatego mimo świadomości jak źle te słowa brzmią proszę pewne osoby by dały mi troszkę czasu i zrozumienia… mi naprawdę zależy byście byli szczęśliwi bo właśnie to czuję gdy z wami jestem…

Kto ma słuszność i cierpliwość, dla tego przyjdzie też odpowiedni czasJohann Wolfgang Goethe (1749-1832) 

Ps. Paulinka była cierpliwa i w końcu po 2 miesiącach obiecanek za tydzień odwiedzam jej cztery kąty ze sprawnym kibelkiem ;P

skomentuj (3)

Wymazywacz pamięci 2009-01-27 09:48:31

Wczoraj ja i „Wyłupek” zastanawialiśmy się nad możliwością posiadania „wymazywacza pamięci” jaki można było zobaczyć w „Men in Black” (Tommy Lee Jones i Will Smith po wszystkich szalonych akcjach w tym filmie, wyjmowali coś przypominającego srebrny długopis i naciskając go usuwali pamięć osobom, widzącym dane wydarzenie, dzięki czemu panowie dalej mogli pełnić swoją tajna misję spokojnie i bezproblemowo.) Powiem Wam szczerze, że mimo wielu nieprzyjemnych wydarzeń w moim życiu czy mimo wielu ludzi, którzy sprawili mi ból i cierpienie, nie odważyłabym się o nich zapomnieć i nie chce wymazać ich z pamięci… Dlaczego? Odpowiedź jest prosta… te wydarzenia to ja. To one sprawiły, że jestem taką a nie inną osobą i mimo, że teraz moje zaufanie do drugiej osoby jest równe prawie zeru a wszędzie widzę niebezpieczeństwo bycia kolejny raz zostawioną samej sobie, to wolę być taka niż żyć bez przeszłości … Każda chwila w moim życiu to skarb którego nie chce utracić … każdy dotyk, pocałunek… każda łza i oszustwo… To wszystko zbudowało mnie, a ja jestem dumna, z tego jakim jestem człowiekiem :) Czasami zastanawiam się czemu mnie tyle nieprzyjemności spotkało, ale przecież po coś one są i ciągle dają mi nowe drogowskazy, jak powinnam postępować. W czasie takich chwil jestem niczym bursztyn szlifowany przez sól morską by stać się szlachetnym kamieniem. Ja naprawdę wierzę w to, że ten cały mój życiowy trud gdzieś mnie prowadzi, że jeszcze nie raz usiądę spokojnie i pomyślę: „Kasia, warto było to wszystko przejść..”

Jest jeszcze jeden powód, dlaczego nie chciałabym wymazać tych gorszych chwil i ludzi z mojej pamięci, a mianowicie one są kontrastem dla tych pięknych momentów (jak na przykład wczorajszy przecudny wieczór z Wyłupkiem ;P), dzięki czemu potrafię docenić każdą błahą rzecz 1000 razy bardziej niż wcześniej. Co u wielu ludzi nie jest tak oczywistą rzeczą.. niestety.

Gdybym wykasowała niektóre fragmenty swojego życia to tak jak bym zabiła cząstkę siebie. Myślę, że ten świat nie jest wcale tak głupio skonstruowany i powtórzę się jeszcze raz mówiąc, iż wszystko dzieje się po coś, nawet te złe rzeczy… najważniejsze jednak by potrafić wyciągać z nich wnioski i walczyć o własne marzenia, a nie godzić się na wszystko co dostajemy od często psikusowatego losu…

skomentuj (4)

Chołbienie głupoty narasta do maximum 2009-01-24 18:42:24

Dziś się wściekłam do granic możliwości.  A mianowicie, rano zrelaksowana i pełna optymizmu postanowiłam sprawdzić co słychać ciekawego na nk i zaczęłam oglądać zdjęcia jakie zostały dołączone do mojego profilu przez moich znajomych (tzw. PINESKI). I pod zdjęciem na którym znajduje się Kasia, Paulinka, Zico i ja, moja koleżanka dała opis „Ja jestem Ziko, a to moje lachonarium :) Nie wierząc własnym oczom czytałam ostatni wyraz 3 razy, a później  gdy nie okazało się, to jednak moim przeoczeniem  byłam zła jak nigdy wcześniej … Nie pozwolę sobie na takie teksty i to jeszcze od laski która „świętą” udaje, powtarzam udaje… szacunek jest dla mnie sprawą priorytetową i nie pozwolę sobie na poniżanie mnie w taki sposób, nawet jeśli ktoś robi to w ramach żartów… powściekałam się wiec troszkę, a gdy już emocje opadły dałam odp „Żarty są śmieszne ale jak są na poziomie Karolinko :/”.

Widzę, że niektórzy używają słów których znaczenia nie znają, więc postaram się im wyjaśnić jaki przekaz dają używając słów Lachon czy Lachonarium.

Lachon - W zależności od środowiska może oznaczać dziewczynę: pustą, głupią, puszczalską lub łatwą. Kobieta, pod której blond tlenionymi włosami widać wyraźny głód rozumu. Ubiera się najczęściej w krótkie różowe spódniczki i takie same bluzki. Ich twarz nie domyka się nawet na chwilę ponieważ wciąż mielą nią gumę balonową (uważają iż ustrzeże je to przed zajściem w ciążę). Skóra lachonów przypomina spalone ciasto drożdżowe, a ich usta są pociągnięte margaryną o smaku truskawek. Typowe lachony można spotkać w dyskotekach, sklepie odzieżowym, z tyłu auta i przy autostradach. Gdzie lansują się, plotkują bądź puszczają.
Lachonarium- Potocznie klub z paniami lekkich obyczajów (sex shop, klub nocny, "burdel")

Tym którzy mnie znają, myślę że nie muszę udowadniać, iż ani ja ani dziewczyny nie jesteśmy Lachonami, więc jeśli ktoś będzie miał zamiar dać podobny podpis jak moja znajoma pod zdjęciem na którym jestem, niech się chwilkę zastanowi, a nie zachowuje się jak typowy Lachon z deficytem komórek mózgowych.

Oczywiście by tradycji stało się za dość małe co nieco dla Paulinki :)


Dzwoni Lachon na policję:
- Dokonano kradzieży w moim aucie. Skradziono deskę rozdzielczą, kierownicę, pedał gazu, hamulec, sprzęgło, radio itp.
Rozłączyła się. Za chwilę dzwoni:
- Przepraszam, zgłoszenie nieaktualne, usiadłam na tylne siedzenie.

skomentuj (2)

Dzień Babci 2009-01-21 04:43:35

            Dziś jest 21.01, wiec wszystkiego najlepszego babciu. Jesteś najukochańsza babcią jaką mogłabym sobie wymarzyć :* Wiem, że bardzo Cię zaniedbuję i mogłabym częściej bywać u ciebie ale … w sumie niema żadnego ale… to tylko moje niedbalstwo sprawia, że nie korzystam z możliwości przebywania w tak wyjątkowym towarzystwie jak Twoje…

Pamiętam jak chodziłyśmy razem wyławiać rzęsę, albo jak budziłam się w wakacje a obok łóżka leżał cały talerz marchewek dla mnie do schrupania…Ty zawsze podchodzisz do mnie jak bym była najistotniejsza osobą w Twoim życiu i nigdy mnie nie zawiodłaś. Przy Tobie zawsze czuję się taka prawdziwa, bo wiem, że gdy Ci się coś nie spodoba to powiesz mi bardzo szczerze co o moim zachowaniu sądzisz, jednak nigdy mnie przez to nie opuścisz.

Czasem opowiadasz mi fragmenty swego życia, co bardzo lubię, ale układając sobie je w jedną całość stwierdzam, że nie było ono łatwe.. i zastanawiam się skąd Ty bierzesz tyle sił i pogody ducha. Ja chyba taka silna nie jestem.. chciałabym być, ale to bardzo ciężkie. A gdy mówię Ci o swoich problemach, słyszę „ No tak bywa…nie udało się, ale zobacz ile jeszcze przed tobą …” Słysząc te słowa z jeszcze większym podziwem i szacunkiem patrzę na Ciebie, za ten Twój optymizm podparty realistycznym myśleniem.

Nawet nie wyobrażasz sobie jak często myślę o Tobie i jak bardzo boję się dnia kiedy nie będę już mogła zadzwonić do Ciebie i porozmawiać o tych moich „błahych” sprawach…  Kocham Cię Babciu :*

Ps A co Paulinkoo powiesz na temat tej poezji :P


 

Po domu chodzi babcia
w fartuchu, w zielonych kapciach.
Sprząta, kwiatki podlewa
i nigdy się nie gniewa.


Nawet, gdy stłucze się szklanka,
mówi "A to niespodzianka!
Stłukło się, bo było szklane.
Przynieś szczotkę"
i już pozamiatane.

Za to, że jesteś taka,
kupię ci, babciu lizaka.

  

skomentuj (1)

Smarkula ;) 2009-01-20 21:58:55

            Właśnie leżę zasmarkana i zakichana w łóżku i czuję się niczym bohaterka wiersza „Katar” Jana Brzechwy. Nawet imię się zgadza..:) Wszędzie zostawiam tylko sterty zużytych chusteczek, a ludzie unikają mnie jak ognia, co nie jest czymś dziwnym w owej sytuacji. Jednak fakt ten, sprawia, że czuję się bardzo samotnie i troszkę bezradnie. W takich momentach mam najczarniejsze myśli i najgorsze wspomnienia w głowie. W koło mnie natomiast widzę setki par pomagających sobie i wspierających się w trudnych chwilach.. I stoję taka blada z rozżarzonym nosem i rozczochranymi włosami, zastanawiając się: „ co zrobiłam nie tak w swoim życiu, że obok mnie nie ma tej silnej, dłoni męskiej, która samym faktem, że jest dałaby mi poczucie bezpieczeństwa”. Czuję się wtedy taka malutka i bezbronna, a moja potrzeba przytulenia się do kogoś, bądź otarcia swojego czerwonego noska o jakiś inny nosek narasta to do maksymalnych rozmiarów…:/ Świat kręci się wtedy w zawirująco szybkim tempie, ja z 10 minutowym opóźnieniem odpowiadam na jego gesty, co bardzo mnie frustruje :/.  Myślę jednak, że cokolwiek by się teraz nie stało, nie zmieniłoby to mojego samopoczucia. Musze to po prostu wykichać, wykaszleć i wypocić :) A gdy już to nastąpi moje podejmie do życia zabarwi się nie tylko kolorami szarości jak dotychczas, lecz również: zieloną nadzieja, czerwonym entuzjazmem, pomarańczową energią, różowym szaleństwem czy niebieskimi marzeniami..:)  

 

A to fragment wiersza „Katar”, Jana Brzechwy dla tych którzy już zapomnieli rymowanek z dziecięcych lat :

 

Spotkał katar Katarzynę - A - psik!

Katarzyna pod pierzynę – A - psik!

Sprowadzono wnet doktora – A - psik!

"Pani jest na katar chora" – A - psik!

 

Terpentyną grzbiet jej natarł – A - psik!

A po chwili sam miał katar – A - psik!

(…)

 

Przed godziną jedenastą - A - psik!

Już kichało całe miasto - A - psik!

Aż zabrakło terpentyny - A - psik!

Z winy jednej Katarzyny - A - psik!

skomentuj (3)
Księga Gości